Weekend w Inowrocławiu

with Brak komentarzy

14.04.2018

W słoneczny sobotni poranek zapakowaliśmy się do samochodu i wyjechaliśmy na weekend do Inowrocławia. Co roku Dawid bierze tam udział w turnieju scrabble. Jeździliśmy w dwójkę zanim były dzieci, jeździliśmy z Tomkiem, a teraz zaczynamy jeździć w czwórkę.

Inowrocław - bieg po tężniach

Inowrocław jest idealnym miejscem na rodzinny weekend. Uzdrowiskowe tężnie i ogromny park to jedne z głównych jego uroków.

Po wcześniejszym zameldowaniu w Willi Bajka Dawid udał się na miejsce gry do Klubu Kopernik. Ja z chłopcami miałam od razu wyjść do parku, ale Tomek odkrył kota chętnego do zabawy. Właściciel, pokazując Tomkowi kota, powiedział, że to straszny śpioch. Dla naszego syna kot został Śpiochem, a jego prawdziwe imię uleciało z naszej pamięci.

Kiedy wreszcie udało nam się wyjść na świeże powietrze, skierowaliśmy nasze kroki w stronę tężni. Marzyłam o kawie, Tomek o lodach. Co roku pijam kawę w kawiarni w samych tężniach. Jakież było moje rozczarowanie, kiedy odkryłam, że w tym roku w tężniach trwa remont. Tężnie działają, bez problemu można z nich korzystać wchodząc bocznym wejściem, ale niestety oprócz głównego wejścia zamknięta była też kawiarnia. Musieliśmy zawrócić i cofnąć się do jednej z wcześniejszych.

Po kawie i lodach udaliśmy się w końcu na plac zabaw. Tomek dokazywał radośnie, Michałek spał w wózku, a ja mogłam odpocząć wśród zieleni.

plac zabaw Inowrocław

Chwilę spędziliśmy w pokoju i już spieszyliśmy w stronę rynku na obiad. Dawid miał przerwę obiadową i chcieliśmy zjeść wspólnie posiłek. Dość losowo wśród Inowrocławskich pizzerii wybraliśmy Al Capone w której zjedliśmy smaczną pizzę.
Dawid wrócił na miejsce rozgrywek, a my spacerkiem wróciliśmy pod tężnie, gdzie spędziliśmy miło kilka godzin.

Inowrocław tężnie

Wieczorem, razem z Dawidem, kiedy dzieci zasnęły sami udaliśmy się na zasłużony odpoczynek. Tomek spał między nami, a Michałek w wózku. Kiedy Misiu przesiądzie się z gondoli do spacerówki, będziemy musieli zadbać by w pokoju stanęło łóżeczko turystyczne. Pewnie niedługo wzrosną nam koszty wyjazdów o dostawkę dla Tomka.
W niedzielę rano zapakowaliśmy nasze bagaże do samochodu a Dawid poszedł brać dalszy udział w turnieju. Tomek z ciężkim sercem pożegnał się z kotem Śpiochem i ruszyliśmy na poranny spacer po parku.

Inowrocław park chłopcy

Tomek z radością wypatrywał wiewiórek, by z całą determinacją trzyletniego dziecka gonić za nimi po parku. Kiedy wiewiórki miały dość zabawy w berka, wbiegały na drzewa i z wiewiórczym politowaniem w oczach patrzyły na ludzkie dziecko sterczące w dole.
Na placu zabaw o 10 rano przywitała nas cisza. Oprócz Tomka bawiło się tam jedno dziecko. Cisza, zieleń, spokój i całkowita sielanka.

Inowrocław wiewiórka

W południe w radosnym nastroju i pełni energii pomaszerowaliśmy na miejsce gry. Dobrze, że miałam dostawkę do wózka, na której Tomek może stać. Dzięki temu 2,8 km pokonaliśmy w całkiem dobrym tempie i po niecałych 40 minutach byliśmy na miejscu gry.

 

Kliknij zdjęcie by przejść do relacji PFS z turnieju

Po finałowej rundzie, ogłoszeniu wyników i odebraniu nagrody za I miejsce wybraliśmy się na obiad do restauracji Róże, fiołki i aniołki.
W ślicznym, romantycznym wnętrzu restauracji Tomka zmorzył sen i przespał czas oczekiwania na obiad.

Śpiący Tomek w restauracji

Po smacznym rosole, kotlecie i pierogach poszliśmy na spacer do tężni. Ludzie, ludzie, pełno ludzi. Słoneczne niedzielne popołudnie przyciągnęło do parku tłumy. Plac zabaw tętnił życiem, kolejki po lody i kawę przypominały te znane z nadmorskich bulwarów. Jednak ogrom parku powodował, że bez problemu znalazłam wolną ławkę przy cichej alejce, by w spokoju nakarmić Michałka.

Inowrocław wózek w parku

Tomek już od soboty marzył o wacie cukrowej, której nigdy w życiu nie jadł, a która kusiła go swoim wyglądem puchatej kolorowej kuli na patyku. Obiecałam, że kupimy, jak tata będzie z nami. Kiedy więc w niedzielę byliśmy już w pełnym składzie, a Tomek wciąż informował „marzę o wacie cukrowej” zakupiliśmy kolorowe przesłodzone coś, czego normalnie nie jemy. Przez ostatnie lata mój smak mocno się zmienił i wata była dla mnie stanowczo zbyt słodka. Tomek nieprzyzwyczajony do jedzenia cukru z cukierniczki stwierdził „wolę lody”, Dawid też uznał, że woli lody. Wata cukrowa na wyjeździe zaliczona i mam nadzieję, że upłynie wiele czasu, zanim Tomek będzie chciał ją próbować ponownie. Wróciliśmy do domu…

… minął miesiąc i usłyszałam „Mamo, kiedy znowu pojedziemy na wakacje do Śpiocha?” 😉

Inowrocław - Tomek na tle tężni

Zostaw swój komentarz