Objazdówka po Europie 2017 – Węgry

with Brak komentarzy

19.07 środa

Planowaliśmy wyjechać wcześnie rano, ale jak zwykle plany jedno a my drugie. Tomek chciał od rana jeszcze pobawić się na podwórku. Dawid korzystając z darmowego wifi, sprawdzał nasz plan podróży. Ja odpoczywałam, ogarniając moje kiepskie poranne samopoczucie. Gościnni właściciele zaproponowali nam kawę przed wyjazdem. Kiedy wreszcie udało nam się wyjechać, pojechaliśmy w kierunku granicy z Węgrami. Koło 11:30 znaleźliśmy się w Miszkolcu. Spacer po mieście plus lody to jest coś, co na wakacjach musimy koniecznie zaliczyć.

Tomek - Miszkolc

Następnie pojechaliśmy do Lillafured, gdzie mieliśmy w planach przejazd kolejką (43 zł). Lillafured jest prześliczne, urocze i pełne zieleni. Niestety parking przy tej popularnej miejscówce kosztuje 5zł za godzinę (400 ft). Przygotujcie więc sobie więcej monet do parkomatu. Do następnego odjazdu kolejki mieliśmy godzinę. Udaliśmy się na spacer oraz zjedliśmy drugie śniadanie w postaci pysznego rosołu (6 zł) i kurtoszkalacza (8 zł), czyli węgierskie ciastko na wałku. Mniam! Ciastko to pojawiało się jeszcze wielokrotnie podczas naszej podróży na Węgrzech. Kolejka przyjechała, można odjeżdżać! Podróż przez las, a potem przez część miasta. Następnie trasa powrotna. Tomek był zachwycony, bo jak już wiecie, uwielbia pociągi (zapewne jak większość dzieci w jego wieku).

Rodzinne selfie w pociągu
Olga z Tomkiem w pociągu
Dawid z Tomkiem w pociągu

Na trasie zjedliśmy kebaby (25 zł) i wieczorem dojechaliśmy do Szentendre. Krótki spacer do Lidla po zakupy na kolację i zmęczeni podróżą poszliśmy spać do Erika Vendégház.

20.07 czwartek

W pensjonacie mieliśmy wykupione śniadanie, więc wyjątkowo nie musieliśmy przygotowywać go sami. Po śniadaniu i zapakowaniu bagaży do samochodu pojechaliśmy do starego centrum. Upał już zaczął dawać o sobie znaki. Niespiesznym krokiem przeszliśmy się prześlicznymi uliczkami miasta, które niby znajduje się na Węgrzech, ale duchem i klimatem najwyraźniej w okolicach słonecznych Włoch lub Portugalii.

Olga w Szentendre
Szentendre - Tomek

Kupiliśmy pamiątki, zjedliśmy lody, pospacerowaliśmy trochę i zjedliśmy najbardziej polecanego Langosa (3szt. za 19 zł) w Szentendre. Aby tam trafić, udajcie się na ulicę Fo ter 8 i obok zauważycie wąskie wejście między budynkami.

Szentendre - Dawid

Nie martwcie się, nie musicie iść na samą górę, w połowie schodów po prawej stronie znajduje się już Langos Stand. Smacznego.

Około 13:30 przyjechaliśmy do Budapesztu. Nocleg Jáde Panzió znaleźliśmy daleko od ścisłego centrum, ale blisko do metra, więc wykupiliśmy sobie bilety 24h na komunikację miejską. Zjedliśmy obiad (90 zł) w naszym ulubionym miejscu. Dostaliśmy po talerzu pysznego rosołu, rybę i owoce morza z ryżem oraz kurczaka z ryżem – zgadnijcie, kto znów tradycyjnie został przy kurczaku 😉 - Dawid. Jak poprosiłam o dodatkową miseczkę dla Tomka do rosołu, to dostałam dodatkowo małą nabierkę, aby łatwiej mi było przelać część naszego bulionu. Nigdzie się z tym wcześniej nie spotkałam. Niby drobiazg, ale bardzo miły i dużo wygodniejszy niż używanie do tego celu normalnej łyżki od zupy. W Budapeszcie byliśmy już kilkukrotnie, więc nie nastawialiśmy się na wielkie zwiedzanie.

Dawid i Tomek w Budapeszcie

Koniecznie chciałam udać się do Wielkiej Hali Targowej, a całą resztę postawiliśmy na spontaniczne zwiedzanie. Co okazało się bardzo dobrym planem, bo przeszło 30-stopniowe upały nie nastrajały do zwiedzania. Po zakupach na hali targowej pojeździliśmy tramwajami, zwiedzając miasto z pozycji siedzącej.

Dawid z Tomkiem w tramwaju Budapeszt

Kiedy wypatrzyliśmy z okien tramwaju plac zabaw, natychmiast wysiedliśmy na najbliższym przystanku. Siedząc w cieniu odpoczywaliśmy, a Tomek mógł bezpiecznie biegać i bawić się.

Dawid i Tomek na zjeżdżalni

21.07 piątek

Jeszcze będąc w Polsce, rozważaliśmy aby pierwszą połowę dnia spędzić w Budapeszcie a dopiero potem pojechać nad Balaton. Upały, upały i jeszcze raz upały wyciągnęły nas z samego rana z dusznego miasta i popędziliśmy w kierunku wody. Nocleg w Piccoló Panzió, wybieraliśmy kierując się ceną i bliskością do plaży więc w tym jedynym przypadku nie patrzeliśmy na opinie i zdecydowaliśmy się na skromny pokoik bez łazienki. Warunki okazały się bardzo akademikowe (i nie mówię tu o tych ślicznych nowo wyremontowanych akademikach, które teraz przeważają). Jednak bliskość do wody była niewątpliwym plusem. Kolejnym plusem był fakt, że była to darmowa „plaża” (trawiasta plaża) z całą infrastrukturą (plac zabaw, łazienki, przebieralnie, prysznice itd.). Cała górna część wybrzeża Balatonu takie plaże ma ogrodzone i płatne (mniej więcej 6-13 zł na dorosłą osobę za dzień). Plażowaliśmy i wypoczywaliśmy.

Balaton - Dawid i Tomek 1
Balaton - Dawid i Tomek 2

Temperatura nad Balatonem przekraczała 30 stopni. W Chorwacji, którą mieliśmy dalej w planach, temperatura przekraczała 40 stopni i dodatkowo czekało nas kolejne kilka godzin jazdy. Zrezygnowaliśmy. Wizja jeszcze większych upałów (już te nas wykańczały) odstraszyła nas zupełnie. Zrezygnowaliśmy z wszystkich naszych rezerwacji w Chorwacji. Dobrze, że wybieraliśmy głównie takie noclegi, gdzie można było zrezygnować bez opłat 24h wcześniej, dzięki temu straciliśmy tylko koszty jednego noclegu. Zarezerwowaliśmy 3 kolejne noce niedaleko Balatonu w prześlicznej miejscowości uzdrowiskowej Heviz w Villa Zlata Praha . Dodatkowo z racji, że szukaliśmy czegoś z dnia na dzień, znaleźliśmy fajną ofertę w dużo niższej cenie niż normalnie i w cenie pokoju mieliśmy apartament (duża sypialnia, duża kuchnia z jadalnią, łazienka i taras).

22.07- 25.07 sobota, niedziela, poniedziałek, wtorek (3 noclegi w Hevez)

Z naszego pierwszego miejsca noclegowego do Heviz jechaliśmy ok. 40 minut. Po drodze zatrzymaliśmy się na obiad, Dawid zjadł pizzę (nie był z niej zadowolony) i rosół. Ja zamówiłam danie dnia: kotlet wieprzowy, frytki, surówka i zupa warzywna – wszystko było bardzo pyszne. Znów do zupy dostałam małą nabierkę, takie rzeczy najwyraźniej tylko na Węgrzech 😉 Za całość zapłaciliśmy 46 zł. W Heviz snuliśmy się spokojnie po miasteczku, tonąc w upale i zajadając lody.

Balaton - Tomek

Przejechaliśmy się ciuchcią (27 zł) z gatunku ciuchci jeżdżących po ulicach turystycznych miasteczek. Tomek strasznie szczęśliwy, my odpoczywając mogliśmy podziwiać miasteczko, a dodatkowo nie musieliśmy gonić za Tomkiem. Same plusy.

Wykupiliśmy półgodzinny bilet spacerowy po terenie jeziora w Heviz (21 zł) – jest to lecznicze jezioro, główna atrakcja miasteczka.

Olga w Havez

Przejechaliśmy się nad Balaton poleniuchować i popływać (7 zł/os, za cały dzień, dzieci za darmo lub ze zniżkami). Można oczywiście znaleźć sobie darmowe zejście do wody, jednak jest to samo zejście bez żadnej infrastruktury (place zabaw, łazienki, prysznice, punkty gastronomiczne itp.)

Zjedliśmy kilka smacznych posiłków, podgryzaliśmy langosy, lody i arbuzy, które na Węgrzech sprzedają przy drogach tak jak u nas jagody i grzyby. „Ablablu” krzyczał Tomek, widząc każdego arbuza i domagając się jego zakupu. Kupiłam sobie w ramach pamiątki filiżankę do kawy z podstawkiem (40 zł) oraz kapelusz (20 zł).

Ostatniego dnia przepłynęliśmy się statkiem wycieczkowym po Balatonie (49 zł). Tomkowi się podobało. My jednak stwierdziliśmy, że dużo przyjemniej płynie się statkiem po morzu lub po rzece, bo dzieje się coś ciekawego. Na jeziorze było po prostu nudno.

Balaton - Dawid i Tomek 3

Następnie postanowiliśmy pojechać wzdłuż wybrzeża. Zatrzymaliśmy się na spacer w Balatonfured, które okazało się mieć bardzo rozbudowaną sieć hoteli i ośrodków przy brzegu (z prywatnymi plażami) i nie mogliśmy pospacerować nad wodą, tak jak to mieliśmy w planach. Wypiłam kawę, zjedliśmy lody i pojechaliśmy w kierunku Bratysławy.

Olga nad Balatonem

Zostaw swój komentarz